codzienna ewangelia

Panie, naucz nas się modlić. KOMENTARZ (Łk 11,1-4)

In Komentarz on 8 Październik 2010 at 1:57 am

Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.

Właściwie co Jezus miał na myśli mówiąc te słowa? Kto jest faktycznie z Chrystusem, a kto przeciwko? Pozornie tekst wydaje się łatwy: albo za, albo przeciw, inne drogi nie ma. Ale pytanie pozostaje jak wyznaczyć granice, jakiego użyć klucza w ocenie? Oraz, czy właściwie nam jest oceniać innych?
Zostawmy lepiej ocenę poszczególnych osób Bogu i zastanówmy się ogólnie co to znaczy opowiedzieć się po stronie Jezusa.
Czy w gronie Jezusa są tylko członkowie Kościoła Katolickiego? Czy może wszyscy ochrzczeni? Czy jednak trzeba powiedzieć, że wszyscy ci, którzy „sympatyzują” i nie są Jemu przeciwni, choć z sparwami bożymi maja niewiele do czynienia? Tylko nie przeszkadzają, mówiąc być może za prosto.
Kto jest z Nim? To pytanie niezmiernie ważne. Granice wydaję się wyznaczać ludzkie sumienie. Ci, którzy żyją według praw i szczerego sumienia należą do Chrystusa i są z Nim. Takie można mieć przeczucie teologiczne.
Jednak, najważniejsze jest inne pytanie, nie o innych, ale dotyczące nas samych. Czy Ja jestem z Nim? I pewno jak chcemy stanąć w prawdzie odpowiedz nie jest taka oczywista. Nawet jeśli uważamy się za chrześcijan, w październiku odmawiamy różaniec, a co niedziele uczeszczmy na Mszę świętą. Bo czy to wystarczy by być z Nim. Czy Judasz nie był blisko Nauczyciela? Dosłownie tak, ciałem tak, nawet może niektórymi poglądami, ale sercem? Tego nie wiemy (wprawdzie nie miało być konkretnych przykładów).
Gdzie jest nasze serce? Blisko Jezusowego, czy blisko nikogo, z wyjątkiem nas samych? Czy ja jestem zawsze z Nim? Blisko Jego trudnej nauki, blisko Jego cierpienia, przy grobie z Marią Magdaleną. Czy żyje jednak tylko tu i teraz, bez patrzenia tam? Oceniać łatwo innych, siebie trudniej. Po której ze stron jestem? Życie nie jest często tylko białe i czarne- wiemy to dobrze. Ale w tym przypadku kompromisów nie ma. Za poważne to rzecz i za dużo do stracenia.

Panie, naucz nas się modlić. KOMENTARZ (Łk 11,1-4)

In Współcześnie on 8 Październik 2010 at 1:04 am

Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.

Stefania klęczała w kościele św. Ducha. Powoli i w skupieniu przekładała paciorki rożańca.

Tajemnice radosne, jakże lubię o nich rozmyślać

– pomyślała. Zresztą jej ulubionym miesiące był październik i grudzień: październik bo różaniec, a grudzień bo roraty. Stefania klęczała w kościele już od 40 minut. Lubiła tu przychodzi i przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej oddawać się modlitwie. Po kilku chwilach pocałowała mały krzyżyk, który połączony był z różnańcem i usiadła wygodnie, opierając się przy ty o ławkę. Skończyła, czuła pełna satysfakcję, modlitwa to to co ją trzymało na duchu w trudnych chwilach jej samotnego życia.
Chwilę jeszcze posiedziała w kościele po czym wyszła bocznymi drzwiami mijając przy tym swoją sąsiadkę. Dom jej niedaleko oddalony był od kościoła, jakieś 400 metrów. Weszła do srodka, rozegrała się i zaparzyła cherbatę. Usiadła włanczając przy tym nowy Samsung LED42 cale. Czego zreszta nie wiedziała, kupiła bo taki według sprzedającego był najlepszy. Spokojnie pijąc cherbatę oglądneła wiadomości.
Stefania nie należała do biednych ludzi. Miała dość pokaźną wojskową emeryturze po mężu generale i jeszcze ten wspaniały dom, nie mówiąc już o dość pokaźnym końcie bankowym w Noble Bank. Dzieci nie miała. Właściwie to nigdy nie chciała;

zbyt dużo problemów

– często mawiała. Tak też na starość została sama. Nie przeszkadzało jej to. Dobrze się tak czuła, niezależnie od nikogo i nie potrzebujac niczyje pomocy.
Duży pokój, gdzie siedziała wypełnił dzwięk starego dzwonnka do drzwi.

Kogo o tej porze niesie

? – pomyślała. Pewnym ruchem otworzyła. U bram furtki zobaczyła jakaś młodą kobietę. Poznała ją po chwili: była to Agnieszka, matka pięciorga dzieci, sama zresztą je wychowujaca.

O co chodzi, Pani Agnieszko?

– zapytała Stefania.

Przecież wie pani dobrze, że i tak pani nie pomogę

– ciągnęła –

sama mieszkam i muszę to wszystko opłacić. Niech pani idzię do parafii do Caritasu, przecież tam jest taki miły ks. Robert

. Po czym zamknęła dzrzwi. Wróciła do oglądania wiadomości.

Kto nie jest ze Mną, ten jest przeciwko mnie

….

Da Ducha Świętego, którzy Go proszą. KOMENTARZ (Łk 11,5-13)

In Komentarz on 7 Październik 2010 at 2:01 am

Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.

Czwartek, 07.10.2010. Dla Jezusa Chrystusa sprawa jest oczywista: największym skarbem i darem jaki człowiek może otrzymać jest Duch Święty. Dla Nauczyciela sprawa to jasna, ale dla nas nie tak dokońca. Często człowiek wolał by otrzymać „coś” konkretnego i namacalnego. A Duch Święty tak mało praktyczny i potrzebny. Bo co właściwie z tym Duchem można zrobić? Jak Go do osobistych celów wykorzystać? Jak Go użyć by na tym skorzystać? Mówi się, że Duch może w naszym życiu czynić cuda: uzdrawiać, leczyć, dawać siły. Ale czy ktoś osobiście cud taki widział? Owszem może u świętych, czy ludzi modlących się nieustannie, słyszy się o tym niekiedy. Ale u mnie, zwyklego człowieka? Coś konkretnego Panie Boże daj nam: zdrówka, siły i pieniędzy. Samym Duchem człowiek żyć nie będzie. Przecież ojciec daje synowi chleba, a nie kamień. A Ty Panie Boże dajesz nam właściwie, szczerze mówiąc, kamień z którym nie wiadomo co zrobić.



Jak mało w nas wiary! Często chcemy bardziej darów, które i tak prędzej czy później miną, niż samego Dawcy. A Bóg pragnie nam dać siebie samego. W końcu największym darem jest obecność Tego, który dla człowieka jest życiem prawdziwym. Egoista patrzy na ręce. Człowiek, który wie co ważne, patrzy w oczy.